Strona główna
Mój blog
Teksty
Obrazki
MP3
Książki
Robert Kasprzycki
Moje portfolio
Tam warto pójść
Kontakt
English version

 

Mój blog » 2006-09-24 17:22:40

tik tak, tik tak....

Heraklit z Efezu głosił, że ciągłe stawanie się i przemijanie jest najważniejszą cechą bytu. To jemu przypisuje się między innymi słowa "panta rhei" (wszystko płynie), oraz tak często zupełnie opacznie cytowane "nie można dwa razy wejść do tej samej rzeki".

W swej niedoskonałości zastanawiam się chwilami czy herakliteizm nie definiuje nie tylko najważniejszej cechy bytu ale i jego jedyny sens... Tak, myślę o niestałym trwaniu, o jego ulotności - o przemijaniu. O tym że wszystko ma swój koniec. I o tym że tak naprawdę ważnego nie dzieje się nic. Że cokolwiek zrobisz, cokolwiek narysujesz czy napiszesz, jakkolwiek byś się nie zachował - od początku zdążasz do tego samego miejsca. Czy ta świadomość nie jest przygnębiająca?

We wczesnym pacholęctwie nie ma się o tym zielonego pojęcia. Potem traktuje się to jak teorie o czarnych dziurach - coś kosmicznie odległego, coś, co nie może mnie dotyczyć. Potem jest już wymieszane wszystko - bunt, strach, obojętność, niemyślenie.... Ale można chyba też po prostu mniej lub bardziej milcząco zaakcpetować ten fakt, tak jak milcząco akceptuje się tyle razy dziennie niezmienny porządek pewnych rzeczy. Można to po prostu przyjąć do wiadomości i niezmiennie cieszyć się każdą chwilą, słońcem, deszczem, dotykiem, spotkaniem, zapachem, smakiem, ciepłem, śniegiem.

Inna rzecz, że świadomość i akceptacja w niewielkim stopniu zdają się wpływać na poziom emocji jakie przemijanie w nas wzbudza. Melancholia, smutek, żal, tęsknota, uśmiechanie się do wspomnień.... to wszystko jednakowóż tez popdada pod tę samą zasadę - w końcu przemija. Czyżby..?

Non omnis moria brzęczy mi fałszywym tonem w prawym uchu. Fałszywym, bo co ja wiem o moich przodkach, którzy podobnie jak ludzie dziś bali się przemijania i niebytu? Czy wiem jak na imię miał mój prapraprapradziadek? Kim był? Co robił? Czego się bał? Nie wiem. Nic o nim nie wiem.... Ale czy to w jakimkolwiek stopniu umniejsza to co przeżył? Jeśli to była wspaniała miłość - to czy przez to że ja dziś o niej nic nie wiem - nie była warta przeżycia? Jeśli to był strach, ból - czy dzisiejsza niepamięć obniża tego ówczesną wartość?
Pewnego dnia ktoś być może z podobnym poczuciem bezradności pomysli o mnie w ten sam sposób. Ale czy to znaczy że mam juz od dziś nic nie czuć? Niczego nie przeżyć?

"Co zachowujesz dla siebie - na zawsze stracone, co oddajesz - zostaje na zawsze" - twierdzi Eric-Emmanuel Schmitt w przepięknej nowelce "Pan Ibrahim i kwiaty Koranu". Nie wiem czy jest jakieś zawsze i nie wiem czy można coś zatrzymac na dłużej niż chwilę. Wiem tylko, że prócz milczącej akceptacji mogę jeszcze raz ucieszyć się Jej głosem, przeżyć kolejną ejakulację endorfin, odnajdywać na przedramionach gęsią skórkę słuchając Lee Hookera w duecie z Santaną. To nic, że za jakiś moment mnie nie będzie. Nic to że nikt nigdy tego nie będzie wiedział - ja tego wszystkiego chcę. I to nie tylko dlatego, że nie mam innego wyjścia. Po prostu chcę :) Jak jasna cholera!

                                                                       
 
Creative Commons License
Jeżeli nie zaznaczono inaczej, to publikowane na mojej stronie zdjęcia są dostępne na
licencji Creative Commons Uznanie autorstwa-Bez utworów zależnych 2.5 Polska.

Valid HTML 4.0 Transitional Poprawny CSS!

© misiaq.com 2006